Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji
Data publikacji: 01.04.2025 r.
– Jeśli ktoś jest gwiazdą u siebie na roku, warto, by dał sobie szansę u nas, zwłaszcza że stypendia doktoranckie są osiągalne – mówi Dawid Kielak, profesor matematyki teoretycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim
Dziennikarze są na liście zawodów najbardziej zagrożonych przez sztuczną inteligencję, ale języka matematyki ChatGPT jeszcze nie opanował. To oznacza, że matematycy nie mają się czego bać?
Dziennikarze pierwsi pożegnają się z pracą, ale sztuczna inteligencja wpływa również i na nasze zajęcie, przede wszystkim dzięki możliwości maszynowej weryfikacji dowodów. Bez komputera zajmuje to bardzo dużo czasu, więc jest on wykorzystywany coraz częściej. Najistotniejsza zmiana zajdzie jednak wtedy, gdy sztuczna inteligencja będzie w stanie samodzielnie stworzyć dowód matematyczny, czyli wykazać prawdziwość danego twierdzenia na takim samym poziomie jak człowiek.
To możliwe?
Skoro ludzki mózg to zrobił, to dlaczego nie miałaby zrobić tego wielokrotnie szybsza maszyna? Jestem przekonany, że sztuczna inteligencja osiągnie taki poziom, by opracowywać dowody i automatycznie je sprawdzać. Wówczas moja praca w takiej formie jak dziś stanie się zbędna, bo po co mam robić to samo, tylko wolniej, i z ryzykiem popełnienia błędu?
Matematycy przestaną być potrzebni?
W momencie, gdy maszyna będzie potrafiła odpowiadać na pytania, moją rolą stanie się zadawanie pytań. Ich liczba w matematyce jest nieskończona, ale nie wszystkie są tak samo interesujące. Ta dziedzina daje specyficzny, jednak użyteczny sposób rozumowania. Jeśli chcemy w przyszłości współpracować z maszynami na głębszym poziomie, i zrozumieć, co robią, to matematyczny, analityczny sposób myślenia będzie niezbędny, bo maszyny funkcjonują na poziomie abstrakcyjnym.
Co pana zaciekawiło w matematyce?
Prawdę mówiąc, ta dziedzina zaczęła mi się podobać dopiero, gdy już ją studiowałem. Najbardziej zachwyciło mnie to, że w matematyce wszystko robi się od początku. Nie trzeba wierzyć w to, co pokazali wcześniej wielcy mistrzowie, bo wszystko można samemu wywieść od podstaw, od aksjomatów. Tu nie ma wiary w autorytety, wszystko można samodzielnie zweryfikować. Tym właśnie zajmujemy się na studiach matematycznych.
To może zachęcić młodych ludzi do studiowania matematyki?
Matematyka i informatyka mają obecnie dobrą passę, więc nikogo chyba nie trzeba do tych kierunków przekonywać. Będziemy coraz ściślej otoczeni przez algorytmy i maszyny, zatem dogłębne ich rozumienie z pewnością jest umiejętnością przyszłości. To szczególnie atrakcyjne dla tych, którzy lubią myśleć precyzyjnie i logicznie.
Dlaczego pan zdecydował się studiować akurat na Uniwersytecie Oksfordzkim?
Zacząłem o tym myśleć w połowie liceum i doszedłem do wniosku, że chciałbym studiować w miejscu, które kojarzy się z nauką na najwyższym poziomie. A jeśli mam mieć szansę, muszę aplikować w dziedzinie, w której jestem najlepszy. Matematyka okazała się świetnym wyborem.
Pana bliscy wspierali ten pomysł?
Moi rodzice byli do niego nastawieni sceptycznie. Aplikowałem na studia w 2003 r., wyjechałem w 2004 r., gdy Polska dopiero co weszła do Unii Europejskiej. Proces aplikacji był wówczas dość skomplikowany. Trzeba było iść do British Council w Warszawie, by dostać formularz, ale nie wiadomo było, jak go wypełnić. Konieczne było zdobycie referencji od nauczycieli, a potem oczywiście zdanie egzaminów wstępnych, bo one niezmiennie w Oksfordzie obowiązują. Rodzice uważali, że porywam się z motyką na słońce.
Ale jednak zrealizował pan swój pomysł.
Tak, i nie byłem pierwszym polskim studentem w Oksfordzie, choć gdy zaczynałem studiować, rzeczywiście była nas garstka, ok. 10–20 osób. Im dłużej Polska była w Unii, tym proces rekrutacji stawał się dla nas bardziej transparentny. Gdy ja aplikowałem, nie miałem nawet kogo zapytać o radę. Obecnie internet ułatwia sprawę, poza tym uniwersytet w Oksfordzie jest przyzwyczajony do kandydatów z Polski. W 2003 roku dostałem ofertę bezwarunkową, co do dziś jest rzadkie. Zazwyczaj uczniowie, którzy pozytywnie przejdą proces rekrutacji, dostają warunek, że muszą zdobyć odpowiednio wysokie oceny z matury. Ja nie pisałem matury międzynarodowej, tylko polską, dla Brytyjczyków nie było jasne, jak potraktować jej wyniki, więc musiałem po prostu ją zdać. Najistotniejsze okazały się egzaminy wstępne.
Studenci z Polski coraz śmielej aplikują na Oksford?
W związku z brexitem trudno to ocenić, bo od tego momentu na brytyjskich uczelniach spadła liczba studentów nie tylko z Polski, ale z całej Europy. Oczywiście barierą pozostaje opłacenie czesnego. Gdy ja przyjechałem w 2004 roku jako obywatel Unii Europejskiej, płaciłem czesne jak angielscy studenci, które było wysokie, ale nie zaporowe. Teraz czesne wzrosło dla studentów brytyjskich, ale przede wszystkim dla tych spoza Wielkiej Brytanii. Jego wysokość to dwadzieścia kilka tysięcy funtów rocznie, co wiele osób może odstraszyć, zwłaszcza że stypendia dla zagranicznych studentów pierwszego stopnia są trudno dostępne. To nie jest optymalne rozwiązanie i jako uniwersytet chcielibyśmy, by było inaczej, ale nie na wszystko mamy wpływ.
Uczelnia po brexicie stała się mniej międzynarodowa?
Liczba studentów spoza Wielkiej Brytanii jest taka sama, tylko zmieniły się kraje, z których pochodzą. Dawniej przeważali studenci z krajów UE, teraz są to przede wszystkim osoby z innych części świata. Dotyczy to jednak głównie studiów pierwszego stopnia. Na studiach doktoranckich jest inaczej, bo mamy dość dobry system stypendialny, również dla studentów zagranicznych.
Polscy studenci są zainteresowani realizowaniem doktoratu na Oksfordzie?
Stanowią pewną grupę na naszej uczelni, mają swoich reprezentantów także wśród matematyków. Obecnie mam sześcioro doktorantów, w tym jednego Polaka, w zeszłym roku miałem doktorantkę z polskimi korzeniami, a w styczniu byłem egzaminatorem pracy doktorskiej studenta z Polski. Oczywiście takich osób mogłoby być więcej. Absolwenci polskich uczelni, na których wykłada się matematykę na wysokim poziomie, mają ogromny potencjał, ale mam wrażenie, że wiele osób nie aplikuje na Oksford, bo nie wierzy w swoje możliwości. Jeśli ktoś jest gwiazdą u siebie na roku, to warto, by dał sobie szansę, zwłaszcza że jesteśmy bardzo dużym wydziałem, a stypendia są osiągalne.
Oksford to marka sama w sobie. Gdyby nie zdecydował się pan na studia w tym miejscu, nie zrobiłby pan takiej kariery naukowej?
Moja droga zawodowa pewnie potoczyłaby się inaczej. Dyscyplina, którą się zajmuję, czyli geometryczna teoria grup, jest na Oksfordzie dobrze reprezentowana, bo w sumie przez czterech pracowników naukowych. Tylu specjalistów z danej dziedziny w jednym miejscu to rzadkość. Wymiana myśli z kolegami to wielka wartość, choć na innej uczelni pewnie zajmowałbym się podobnymi zagadnieniami, bo to one mnie interesują. Z pewnością jednak Oksford jako marka daje duże możliwości, między innymi dotarcia do szerokiej publiczności, co w przypadku dość hermetycznej dziedziny – matematyki – jest niezwykle ważne. To, że dziś rozmawiamy, jest zapewne zasługą renomy tej uczelni. Ona przekłada się również na rekrutację. Kiedy rekrutuję kandydatów na doktorantów lub tzw. postdoków, to dostaję aplikacje na najwyższym światowym poziomie i mogę spośród nich wybierać najlepszych matematyków. Dzięki temu poziom tych studiów jest bardzo wysoki. Oksford ma też specyficzny system organizacyjny, w którym każdy naukowiec jest przydzielony do college'u. Grupują one specjalistów z różnych dziedzin.
To oznacza, że na co dzień nie funkcjonuje pan wyłącznie w gronie matematyków?
I bardzo to sobie chwalę, bo codziennie jem obiad z filozofami, biologami, geografami czy prawnikami. Dobrze jest porozmawiać z ludźmi, którzy też pracują naukowo, ale zajmują się czymś zupełnie innym. Studenci i doktoranci również funkcjonują w multidyscyplinarnym środowisku.
Nie wszyscy jednak zostaną profesorami Oksfordu. Jak do tego dojść?
To bardzo transparentna ścieżka i zależy po prostu od publikacji naukowych. Po doktoracie wyjechałem do Niemiec, gdzie byłem postdokiem najpierw w Bonn, a potem w Bielefieldzie. W 2018 r. napisałem dwie bardzo dobre prace (jedną z kolegami z Polski), które zostały dostrzeżone na arenie międzynarodowej. Równolegle starałem się o grant Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC), który otrzymałem. Taki grant to prestiżowa sprawa, aplikują naukowcy z całego świata, a przyjętych zostaje ok. 13 proc. wniosków.
Pieniądze z niego też są niemałe, bo od 1,5 do 2,5 miliona euro, co pozwala całkowicie poświęcić się pracy nad swoim projektem. Po otrzymaniu grantu moje akcje rzeczywiście poszły w górę i mogłem wybrać uczelnię, w której chcę pracować. Aplikowałem na profesury już wcześniej, ale nie dostałem ofert. W 2019 r. miałem już trzy, zdecydowałem się na Oksford. To kwestia opublikowania wyników badań, które zrobią wrażenie na społeczności akademickiej. Czyli poniekąd tego, o czym mówiłem na początku: stawiania ciekawych pytań i znajdowania na nie odpowiedzi.
prof. Dawid Kielak – wybitny polski matematyk znany ze sformułowania przełomowego twierdzenia umożliwiającego rozpoznanie przestrzeni, które po drobnych modyfikacjach zachowują się jak czasoprzestrzeń w teorii względności Einsteina. Członek London Mathematical Society i European Mathematical Society. Uhonorowany nagrodą Whitehead Prize (2022), współlaureat Frontiers of Science Award (2023). Dwukrotnie (2018, 2024) otrzymał grant Europejskiej Rady
ds. Badań Naukowych.